Apogeum niepowodzeń

Chyba każdemu zdarzają się trudne dni, ale mam wrażenie, że mój dzień dzisiejszy to było po prostu apogeum niepowodzeń. Zapomniałam najważniejszych dokumentów zabrać do pracy. Nie dość tego, zadzwoniła do mnie pani adwokat, z którą byłam umówiona popołudniu oznajmiając mi, że będzie potrzebowała jeszcze jednego dokumentu, którego także nie miałam przy sobie. W pracy niewiele udało mi się zrobić, bo głowę miałam zaprzątniętą wieloma sprawami. Ogarnęłam jedynie to, co nie mogło czekać i udałam się do domu. Właściwie popędziłam tak szybko, jak tylko było to możliwe. Niestety uciekł mi autobus (auto w naprawie dodam)  i do adwokata również się spóźniłam. Koniec końców niewiele udało się załatwić. I w pracy i na spotkaniu. Po tym wszystkim nawet nie chciało mi się wracać do domu, biorąc pod uwagę, że i tam czekał na mnie stos obowiązków. Prasowanie, pranie, gotowanie. Na szczęście dzieci na weekend zostały u dziadków, a mąż był w delegacji, więc mogłam pozwolić sobie chociaż na jedno wolne popołudnie. Miałam nadzieję, że jutro będzie zdecydowanie lepsze…